Recenzja: Sakis Tolis „Among The Fires Of Hell”

Rotting Christ najlepiej wchodzi mi we w miarę współczesnym wcieleniu. Dwa najświeższe krążki, a zwłaszcza The Heretics, rozczarowały mnie wprawdzie przerostem formy nad treścią i klepaniem w kółko tych samych aranżacyjnych patentów, ale jestem fanem wszystkiego co wydarzyło się pomiędzy Sanctus Diavolos, a Kata Ton Daimona Eyatoy, ze szczególnym wskazaniem Theogonii. Chwilowe malkontenctwo w stosunku do ostatnich dokonań Greków nie przeszkadza mi ich lubić, toteż z zaciekawieniem złapałem na bandcampie solowy album Sakisa Tolisa (dla kompletnie zielonych – gitarzysty i frontmana, który do spółki z bratem, Themisem, od początku przewodzi Gnijącemu Chrystusowi) i od dwóch tygodni go osłuchuję.

Recenzja: Yoth Iria „As The Flame Withers”

Grecka scena ekstremalna od dawna bliska jest mojemu sercu. To śródziemnomorskie, bachiczne podejście do chwalenia diabła, podlane winem, spowite w dym z kadzideł i światło świec, działa na mnie magnetycznie. Choć nie łykam bezkrytycznie wszystkiego, co napływa z okolic Peloponezu, mam masę szacunku i sympatii dla tamtejszych ekip, z Rotting Christ, Septicflesh i Nightfall na czele, nawet jeśli ci pierwsi ostatnimi czasy w kółko nagrywają ten sam album. Świeży helleński black budzi moje zainteresowanie często skuteczniej niż jakikolwiek inny, toteż gdy trafiłem na informację o Yoth Iria, kapeli założonej przez dwóch jego prawdziwych weteranów – George’a „Magusa” Zacharopoulosa i Dimitrisa Patsourisa – i uzupełnionej gościnnymi wykonawcami, również całkiem niezłym portfolio, momentalnie i niemalże w ciemno, sprawiłem sobie kopię ich tegorocznego wydawnictwa.

Recenzja: Havukruunu „Uinuos Syömein Sota”

Z osobliwie brzmiącą nazwą Havukruunu zetknąłem się po raz pierwszy trzy lata temu, przy okazji premiery Kelle Surut Soi, chwalonego przez krytyków, drugiego albumu kapeli z Krainy Tysiąca Jezior. Finowie siedzą za murami tego samego, ufundowanego przez Bathory, pogańsko-blackowego bastionu, co choćby ich krajanie z Moonsorrow, zagrywają jednak karty po swojemu i budują markę na własnych zasadach…

Recenzja: …And Oceans „Cosmic World Mother”

Powrót …And Oceans był dla mnie, na przestrzeni ostatnich miesięcy, a może i lat, jednym z ciekawszych, a jednocześnie mniej spodziewanych. Ekipa odpowiedzialna swego czasu za The Symmetry Of I, The Circle Of O i A.M.G.O.D., rozpadła się na początku XXI wieku na mniejsze projekty i, ostatecznie, na niemal dwie dekady zniknęła z radaru. Na przestrzeni czterech krążków z pierwszego etapu działalności, ich muzyka przeszła wyraźną stylistyczną ewolucję – od melodyjnego symfonicznego blacku, nasuwającego skojarzenia z Covenant, sprzed zamiany C na K, Limbonic Art, czy nawet wczesnego Dimmu Borgir, do napakowanego elektroniką industrialu, już tylko zahaczającego o rejony czarnej sztuki.

Recenzja: Dark Fortress „Spectres From The Old World”

Po niemieckich blackowcach spodziewam się muzyki nieco mniej obleśnej, szarpiącej flaki i dosadnej, niż po dajmy na to, Taake, za to dopieszczonej, nastrojowej i soczyście, ciężko brzmiącej; słowem – takiej właśnie, jaką serwuje nam od ładnych paru lat Dark Fortress. Ich poprzednie wydawnictwo, Venereal Dawn, tak sprawnie balansowało na krawędzi między brutalnością, a klimatem i zawierało tak dobre piosenki, że w 2014 roku wylądowało na liście moich ulubionych albumów, a ja zacząłem ostrzyć sobie zęby na jego następców.