Recenzja: Amorphis „Halo”

Weterani klimatycznego metalu z Krainy Tysiąca Jezior powrócili w tym roku z nowym albumem, kontynuującym stylistyczną ścieżkę zapoczątkowaną na pierwszym krążku z Tomim Joutsenem za mikrofonem, czyli Eclipse, a doprowadzoną do obecnej formy na etapie mniej więcej Circle…

Recenzja: Zeal & Ardor „Zeal & Ardor”

Manuel Gagneux jest niewątpliwie jednym z najbardziej charakterystycznych młodych bohaterów współczesnej sceny ekstremalnej. Jego Zeal & Ardor w ciągu kilku lat wyewoluował z internetowego eksperymentu w pełnoprawny zespół, który budzi niemało emocji, i którego premiery stanowią spore wydarzenie wśród metalowej publiki. Na najnowszym albumie Szwajcar kontynuuje swoją opowieść o czarnoskórych niewolnikach zaprzedających dusze diabłu…

Burning Witches „The Witch Of The North”

Wiedźmy z Brugg pichcą dumny metal z pogranicza heavy i powera, z epickim, pogańskim zacięciem, mieszając w kotle wpływy z różnych zakątków sceny i dbając, by powstały w ten sposób wywar nie tylko pachniał heroicznym czynem, ale był odpowiednio gęsty, parzył gardła i wzbudzał żądzę krwi. Składniki tej mikstury – ciężka, siłowa praca garów, mięsiste riffy oraz zadziorny, nasuwający skojarzenia z Pierwszą Walkirią heavy metalu – Doro Pesch wokal, skutecznie uzmysławiają, że The Witch Of The North to nie jest niewieście granie dla ludzi o gołębim sercu, lecz bitewny zew wojowniczek z serca mroźnej dziczy.

Recenzja: Gojira „Fortitude”

Pamiętam jak pierwszy raz usłyszałem Gojirę, przy okazji premiery From Mars To Sirius. Co to był za krążek! Gdzieś tam jeszcze plątały się deathowe konotacje z wczesnych lat ich działalności, ale to wszechobecny tłusty groove i kosmicznie monumentalne, wielorybio ciężkie, a jednocześnie technicznie zakręcone riffy, podane w progresywnych aranżacjach, determinowały jakość ich muzyki i windowały ją wysoko ponad głowy konkurencji. Wszyscy wiedzą, jak kariera Francuzów rozwinęła się od tamtego czasu i jak gwiazdorskiego (w skali sceny) statusu się dorobili…

Recenzja: All Them Witches „Nothing As The Ideal”

Żaden ze mnie ekspert, albo wielki fan stonera, toteż rzadko podejmuję się recenzowania albumów z tej szufladki. Inna sprawa, że akurat All Them Witches stoją wysoko na liście moich muzycznych bohaterów, a ich dokonania śledzę od kiedy w moim odtwarzaczu zagościł Dying Surfer Meets His Maker. Chłopaki wybornie mieszają pachnącą Doorsami zmierzchającą, stepowo-autostradową przestrzeń, oraz łagodną psychodelię spod znaku Pink Floyd z bluesem i hard rockowym żwirem, nie wpadając przy tym w bagienko tradycyjnej stonerowej monotonii i utrzymując wystarczająco dużo pazura, by nie wylecieć zupełnie poza obszar ostrego grania. Nie zapominają również, że atrakcyjna piosenka zawsze wygrywa, a z drugiej strony, że atrakcyjna piosenka absolutnie nie musi być prosta, łatwa, ani przewidywalna.

Recenzja: Iotunn „Access All Worlds”

Testowanie granic metalu jest zawsze w cenie, bo trzyma go przy życiu i nie pozwala mu dać się zakopać pod zwałami kurzu. Dobrze jednak, że obok eksperymentatorów, wciąż pojawiają się nowi twórcy, poszukujący oryginalnych rozwiązań w znajomych, sprawdzonych ramach, kultywujący gatunkową tradycję. Tacy właśnie jak Iotunn. Duńczycy na swojej debiutanckiej pełnej płycie wrzucili na ruszt nośny progresywny death, nasuwający skojarzenia z Edge Of Sanity około Purgatory Afterglow, szczyptę muskularnego melodeathu a la stare Amon Amarth oraz szybujące, power metalowe wręcz wycieczki wokalne i upichcili z tych składników dzieło, które z jednej strony brzmi jakby kręciło się w odtwarzaczach już od dwóch dekad, z drugiej zaś ma w sobie wystarczający zasób świeżych rozwiązań, by ładnie wpisać się w aktualne, poszukujące oblicze sceny.

Recenzja: Asphyx „Necroceros”

Weterani europejskiego death metalu, po pięciu latach przerwy, powracają na deski z nową płytą. Z jedynym (prawie) oryginalnym członkiem w składzie, w osobie Martina Van Drunena, Asphyx rzuca słuchaczom na pożarcie kolejną porcję łojenia, utrzymaną w niemal tej samej estetyce, jaką, z krążka na krążek, serwują od czasu Death… The Brutal Way, kiedy to rzeczony kultowy frontman powrócił w ich szeregi. Tradycyjnie więc, mamy do czynienia z istnym muzycznym czołgiem, który rozjeżdża na miazgę wszystko, co stanie na jego drodze, żłobiąc zaciągniętymi z dooma riffami krwawe koleiny. Dla różnorodności, chłopaki raz po raz rozkręcają bezlitosną sieczkę na bagnety – przyspieszają, serwując zainteresowanym rasowe, niemal death-thrashowe młyńce…

Recenzja: Pain Of Salvation „Panther”

Premiera Panther była jedną z bardziej oczekiwanych przeze mnie w tym roku. Po spowodowanej chorobą Daniela Gildenlöwa, długiej i złowróżbnej ciszy w obozie Pain Of Salvation, bardzo cieszy mnie ich powrót do regularnego, intensywnego tworzenia. Uporawszy się, na poprzednim krążku, z osobistymi demonami, weterani progresywnego grania postanowili skierować się ku, zawsze bliskim ich sercom, problemom natury społecznej i przyjrzeć się kondycji naszej ulubionej, konsumpcjonistycznej cywilizacji, w przypowieści o buntowniku, niedopasowanym do świata reguł, pisanych przez odzianych w garnitury normalsów. ..

Recenzja: Judicator „Let There Be Nothing”

Na rozgrzewkę, po przerwie, postanowiłem napisać o najnowszym wydawnictwie Amerykanów z Judicator, które od tygodni regularnie kręci się u mnie w odtwarzaczu. Dawno, dawno temu, kiedy światem rządziły humanoidalne dynie i ślepi strażnicy, power metal był moim żywiołem – łykałem wszystko, co wpadło mi w łapy. Dziś, choć sporadycznie sięgam po takie granie, a moje muzyczne preferencje oscylują wokół mniej przystępnych obszarów sztuki, każdego roku udaje mi się wygrzebać przynajmniej kilka perełek z szufladki z epickimi dziełami o bohaterskich czynach, które skutecznie rozpalają we mnie żar sentymentu…

Recenzja: …And Oceans „Cosmic World Mother”

Powrót …And Oceans był dla mnie, na przestrzeni ostatnich miesięcy, a może i lat, jednym z ciekawszych, a jednocześnie mniej spodziewanych. Ekipa odpowiedzialna swego czasu za The Symmetry Of I, The Circle Of O i A.M.G.O.D., rozpadła się na początku XXI wieku na mniejsze projekty i, ostatecznie, na niemal dwie dekady zniknęła z radaru. Na przestrzeni czterech krążków z pierwszego etapu działalności, ich muzyka przeszła wyraźną stylistyczną ewolucję – od melodyjnego symfonicznego blacku, nasuwającego skojarzenia z Covenant, sprzed zamiany C na K, Limbonic Art, czy nawet wczesnego Dimmu Borgir, do napakowanego elektroniką industrialu, już tylko zahaczającego o rejony czarnej sztuki.

Recenzja: Villagers Of Ioannina City „Age Of Aquarius”

Prawdę mówiąc, jeszcze parę miesięcy temu, nazwa Villagers Of Ioannina City była mi kompletnie obca. To, że sięgnąłem po ich muzykę spowodowały dwa główne bodźce – po pierwsze, zespół miał zaplanowany na ten rok koncert w Poznaniu, na który planowałem się wybrać, a po drugie, gorąco polecił mi ją jeden z czytelników bloga. Z jakiegoś powodu jednak, po pierwszym kontakcie, (zupełnie zresztą niesłusznie) wrzuciłem ich najnowszy materiał do wypchanego już worka z retro rockiem i, pokręciwszy nosem, zostawiłem „na kiedyś”. Od tamtego czasu, w różnych miejscach, trafiałem na budzące ciekawość wzmianki o Wieśniakach, co spowodowało, że ostatecznie postanowiłem nadrobić zaległość, przeprosić się z nimi i porządnie zapoznać się z ich najnowszym dziełem. Fakt, że właśnie czytacie jego recenzję, sam w sobie świadczy, iż koniec końców, nie pozostawiło mnie ono obojętnym.

Recenzja: Diuna „Golem”

Jakoś tak się stało, że zawieruszyłem ostatni album Diuny w tłumie świetnych ubiegłorocznych premier i dopiero teraz udało mi się na dobre do niego wrócić. Mimo jednak, iż Golem nie dostał ode mnie parę miesięcy temu tyle uwagi i miłości, na ile zasłużył, nieustannie pikał na obrzeżu mojego radaru, a teraz, w końcu, doczekał się swojej kolejki do katowania. O odpuszczeniu nie mogło być mowy, jego autorzy są bowiem obecnie jednymi z najciekawszych twórców na polskim okołostonerowym poletku, nawet jeśli wciąż pozostają w totalnym podziemiu.

Recenzja: Havok „V”

Najnowszy Testament jeszcze dobrze nie ostygł po wyjęciu z odtwarzacza, a na łamach Irkalli ląduje kolejny czystej wody thrash. Tym razem jednak postanowiłem sprawdzić co słychać u młodej gwardii, trzymającej ten klasyczny gatunek przy życiu z nie mniejszym zapałem, niż kiedyś jego ojcowie założyciele. Havok, obok kolegów z  Warbringer, Evile, Municipal Waste, czy choćby mojego ulubionego Vektora, stanowi tejże forpocztę i, nie robiąc sobie nic ze spadających mu na głowę zarzutów wtórności, od dekady produkuje staroszkolny metal, z płyty na płytę podbijający serca kolejnych, odzianych w dżinsowe katany, rurki i białe tenisówki fanów…

Recenzja: Dopelord „Sign Of The Devil”

Myślę, że eksploratorom krajowej sceny i lokalnym konsumentom ziół wszelakich nazwa Dopelord nie jest obca, lublinianie grają bowiem swojego kannabinoidowego dooma już niemal od dekady. Wprawdzie nie zaliczam się do grona prawdziwych koneserów stonerowych brzmień, ale – jak w każdym zakątku metalowej sceny – i tu znajduję masę dobrej muzyki, która aż błaga, żeby się nią poczęstować. O najnowszym dziele naszych bohaterów przypomniał mi kolega z Twoja Stara Gra Metal, skutkiem czego postanowiłem wrócić do Sign Of The Devil i popławić się w dobywających się z niego gęstych, nasączonych oleistym fuzzem oparach.

Recenzja: 1349 „The Infernal Pathway”

… The Infernal Pathway jest ewolucyjnym ciągiem dalszym wędrówki 1349 – wypadkową estetyki Massive Cauldron Of Chaos i jego brutalnie łojących dupę prekursorów, dającą w efekcie nową dla tej ekipy jakość. Osiem wchodzących w skład zestawu kawałków wciąż cieszy niedawno wynalezionymi, zaraźliwymi haczykami, zakorzenionymi w thrashu ognistymi solami i stylowo siekącymi riffami, a jednak za sprawą zwiększonego udziału lodowatych tremoli, perkusyjnych nawałnic i spowijającego wszystko diabelskiego mroku, charakterowi całości jest obecnie znów zdecydowanie bliżej do klasycznego drugofalowego blacku, którym panowie parali się pierwszej fazie działalności, nawet jeśli podano ją w XXI-wiecznych, łamiących bariery gatunkowe standardach…