Recenzja: Watain „The Agony & Ecstasy Of Watain”

Niewielu kapelom powstałym u progu nowego tysiąclecia udaje się w miarę wiernie szerzyć stylistyczną spuściznę najważniejszych blackmetalowych hord z pierwszej połowy lat 90., a jednocześnie święcić jako takie sukcesy komercyjne wśród XXI-wiecznej publiki, coraz mniej przychylnej gatunkowej ortodoksji. Bastion okupują tytani drugiej fali, pokroju Mayhem, Marduk albo Satyricon, a młode pokolenie skłania się raczej ku przełamanym wariantom nurtu, wszelkiego rodzaju post-, atmo-, disso-, lub sludge-blackom. Szwedzki Watain (podobnie jak np. 1349) ma na tyle wyczucia w kwestii balansu między żelazną tradycją i bezkompromisowym stylem, a przebojowością i nowoczesnym gwiazdorstwem, że, mimo niewielkich potknięć, wciąż cieszy się relatywnym szacunkiem tak fanów starej szkoły, jak i nabijanej ćwiekami młodzieży…