Recenzja: Demons & Wizards „III”

Choć na Jonie Schafferze niemalże postawiłem już przysłowiowy krzyżyk, Hansi Kürsch to wciąż klasa, zaś debiut wspólnego projektu tych dwóch panów był dawno temu jednym z moich absolutnie ukochanych power metalowych krążków. W związku z tym, jakkolwiek przeczuwając płacz i zgrzytanie zębów, nie potrafiłem tak zupełnie odmówić sobie przygody z ich najnowszym materiałem. Czy warto było, w imię nostalgii i kredytu zaufania poświęcić tę parę godzin duetowi zasłużonych, choć nieco już przykurzonych herosów?

Fotogaleria: Combichrist, Poznań 23.07.2019

Robiąc porządek w zakamarkach dysku trafiłem na fotki z zeszłorocznego koncertu Combichrist w Poznaniu, które z niewiadomego powodu nie trafiły na Irkallę. Relacji co prawda nie będzie, bo od gigu minęło pół roku, ale mogę pokrótce powiedzieć, że zabawa była przednia, a z klubowej sceny piosenki Andy’ego LaPleguy i jego kompanii wykolejeńców wypadły żywiej, potężniej i bardziej energetycznie, niż z krążków.

Ikony: „Back To Times Of Splendor”

Kiedy słucham tego krążka zawsze zadziwia mnie jak bardzo został on przeoczony. Nie mogę powiedzieć niedoceniony, bo ci co na niego trafili, zazwyczaj rozpływają się w zachwytach, ale, cholera, muzyka, którą trio z Lipska, w składzie Andy Schmidt (aka Vurtox) / Jens Maluschka / Rajk Barthel, poczęstowało świat w 2004 roku jest tak zajebiście uniwersalnie dobra, że każdy szanujący się fan metalu powinien zrobić sobie tę przysługę i zasilić nią swoją płytotekę.

Recenzja: Godthrymm „Reflections”

Godthrymm na pierwszy rzut oka wydaje się czymś na kształt supergrupy, wszak jego skład tworzą goście, którzy od lat 90. zjedli zęby na łojeniu smutnej muzyki. W rzeczywistości jednak Hamish Glencross i Shaun Taylor-Steels już dawno temu rozstali się z kultowymi ekipami i od tamtego czasu tworzą pod mniej rozpoznawalnymi banderami. Sięgając po Reflections miałem więc uzasadnioną nadzieję, że nie jest on dla tych zasłużonych muzyków zaledwie niedopieszczonym, niezobowiązującym skokiem w bok, a produkcją, w którą włożyli całą swą uwagę i kreatywność, tym bardziej, że puszczony wyprzedzająco w eter singiel naprawdę dawał radę.

Recenzja: Cattle Decapitation „Death Atlas”

Parę lat temu Cattle Decapitation sporo namieszali w metalowym półświatku. Z  szeregowego deathgrindowego mięcha armatniego przepoczwarzyli się w sporego formatu gwiazdę, powiedzieć można wręcz: gatunkowych wizjonerów. Obecnie jednak publika zdążyła się już przyzwyczaić do wysokojakościowej karmy serwowanej przez ekipę Travisa Ryana, a co za tym idzie, zdecydowanie trudniej jest im ją zadowolić…

Recenzja: Fliege „The Invisible Seam”

Trudno powiedzieć, jakiej muzyki można się spodziewać po zespole o nazwie Fliege (niem. „Mucha”). W każdym razie metal niekoniecznie jest tym, co pierwsze przychodzi do głowy. Niemniej jednak, czego łatwo się domyślić biorąc pod uwagę to na jakim blogu jesteśmy, twórczość Amerykanów występujących pod tym szyldem właśnie metalem jest, a dokładniej, niecodziennie brzmiącą mieszanką blacku i elektroniki.